czwartek, 23 lutego 2017

LOSY KRÓLA PĄCZKA

,,Gdy uderzył wielki dzwon, 
objął w świecie pączek tron.
Król przez wszystkich ukochany,
piękny, pulchny i rumiany.
W brzuszku wprawdzie miał on dziurę, 
lecz w tej dziurze konfiturę"
J.Mączyński ,, Losy króla pączka "


Początkowo w kuchni polskiej pączki miały postać ciasta nadziewanego słoniną. Dopiero od XVI wieku zaczęto przyrządzać je na słodko. Teraz nie wyobrażamy sobie Tłustego Czwartku bez pączków z konfiturą różaną lub wiśnią, ale dawniej tego dnia przysmakami też były: pampuchy ( pączki gotowane na parze), bałabuchy (pszenne bułeczki polane roztopioną słoniną ze skwarkami), hreczuszki (pierogi z mąki gryczanej), oładki ( placki z zsiadłego mleka), raczuchy (placki wypiekane z gryczanej mąki) czy plińce (placki ziemniaczane).


Pączek powinien być pulchny, po nacisnięciu powracający do swojej objętości, z jasną obwódką świadczącą o świeżości tłuszczu. Uwielbiam, gdy w środku znajduje się czekolada lub budyń i to sporo. Moimi faworytami są też pączki parzone :)


Z roku na rok jem coraz mniej pączków w Tłusty Czwartek i zwracam większą uwagę na ich smak. Muszą zachwycić po prostu moje podniebienie :)

czwartek, 16 lutego 2017

TRUDNY WYBÓR

Zima odpuszcza, słońce grzeje, a przede mną wybór solitera. Trudny wybór... Marzy mi się drzewo, pod którym siądę w cieniu na ławeczce i będę odpoczywać jak Kochanowski pod swoją ulubioną lipą. I to nie za 20, ale najpóźniej za 5 lat. I żeby mi nic z drzewa do aromatycznej herbaty nie spadało, czyli najlepiej bez kwiatów i owoców to cudo ma być. Ale pień potężny, żeby go jesienno-zimowe wiatry nie złamały i szeroka korona mile widziane. Dobrze, że jeszcze śnieg na dworze, bo zdecydować się nie mogę. Chyba się starzeję. Jeszcze kilka lat temu decyzję podejmowałam szybko i bez wahania. Gdy potrzebowałam małe drzewko od razu zachwyciłam się grusza wierzbolistną. I nadal ją uwielbiam za srebrne, wąskie listki, cudowne kwiaty i niejadalne owoce. Gdy ją kupowałam nikt mi nie powiedział, że rośnie jak oszalała i teraz muszę ją dwa razy w roku przycinać, aby zachowała swój ładny pokrój. Ale z drugiej strony świetnie radzi sobie w moim piaszczystym ogrodzie. Jestem z niej bardzo zadowolona. W końcu nie każdy ma gruszki na wierzbie :)







 Propozycje mile widziane :)


środa, 8 lutego 2017

ŚNIEŻYCA, DZWONECZKI I PIZZERINKI

Za oknem świat znów stał się biały. Luty przypomina, że to nie koniec zimy i że ma coś jeszcze do powiedzenia. Podjazd straszy swoim widokiem, ale po półgodzinnej walce daję za wygraną. Śnieg nie przestaje padać, a wiatr wyczynia harce usypując kopce na odśnieżonej ścieżce. Mróz obejmuje we władanie palce moich stóp i rąk. Dzisiaj nie mam ochoty na dłuższe przebywanie na dworze. Dom wita mnie miłym ciepłem, ale jeszcze nie czas na odpoczynek. Najpierw w ruch idzie ścierka, bo ja jako śnieżny ludek szybko zaczynam topnieć, pozostawiając po sobie porządne kałuże. Skostniałe stopy cieszą się z podgrzewanej podłogi, a oczy kupionymi na początku tygodnia delikatnymi dzwoneczkami.






Czas uzupełnić kalorie. Dziś mam ochotę na pizzerinki. Jak pisze Małgorzata Caprari w ,,Kuchnia włosko-polska i polsko-włoska dla początkujących": 
,,Prawdziwą pizzę trzeba albo zrobić w domu, albo kupić na wagę z formy w małej pizzerii w dzielnicy Vomero czy Arenella ( w Neapolu oczywiście ), ewentualnie spożyć w małej knajpce z dużymi stołami z ciemnego drewna, z widoczkami przedstawiającymi przeraźliwie niebieskie morze i Wezuwiusza na tle równie wściekle błękitnego nieba, z piecem na węgiel drzewny...."
Ponieważ o kupnie na wagę i o jedzeniu we włoskiej pizzerii mogę tylko pomarzyć, nie pozostaje mi nic innego jak zakasać rękawy i zabrać się do roboty. Za oknem wiatr hula, a domowym piekarniku piecze się niespodzianka :)





P.S. Jutro Międzynarodowy Dzień Pizzy :)

czwartek, 2 lutego 2017

MAŁE BUKIECIKI

Zbliża się wiosna i znów swoje pięć minut będą miały bukieciki. Najpierw te z krokusów, tulipanów i bratków z dodatkiem gałązek wierzby czy brzozy. Później stopniowo przyjdzie czas na szafirki, zawilce i hiacynty. W swoich bukiecikach mieszam kolory kwiatów i kształty liści.  Tu zielona jeszcze kalina sąsiaduje z powojnikiem i lilakiem, ogromna piwonia z drobną facelią, niebieski bodziszek z tajemniczą tawułą, goździki z delikatną czarnuszką i szorstki mikołajek z ostróżką i wiotką budleją. Kwiaty pozwalają mi odpocząć, a także zapewniają tak potrzebną energię. 








Będąc dzieckiem uwielbiałam chodzić po łąkach i zbierać kwiaty. Z przeprosinami za późny powrót, a nieraz i zabłocone buty i spodnie, przynosiłam kaczeńce, stokrotki i maki. Zostało mi to do dziś, z tym, że nie muszę już tak daleko odchodzić od domu, aby nazbierać kwiaty na pełen bukiet. Zwykle materiału zaczyna mi brakować w październiku i wtedy niestety znów muszę cierpliwie czekać do marca :)

czwartek, 26 stycznia 2017

RODZINNY WIECZÓR

Mimo, że upłynęły już trzy miesiące od naszego rodzinnego wieczoru w teatrze ( z okazji urodzin najstarszej), nie mogę o nim zapomnieć. W chwilach zadumy włączam filmiki na youtube i przypominam sobie utrwalone fragmenty sztuki. Musiało minąć 18 lat od paryskiej premiery, by wreszcie móc się cieszyć nią w Polsce. Musical ,,Notre-Dame de Paris" powstał na podstawie powieści Victora Hugo ,, Katedra Marii Panny w Paryżu". Tragiczna historia miłości trzech mężczyzn (archidiakona Frollo, dzwonnika Quasimodo i kapitana Febusa) na pewno jest znana większości z Was. Wstyd się przyznać, ale książki nigdy nie czytałam. Myślę, że i na nią przyjdzie odpowiednia pora. Na razie musi mi wystarczyć musical. Ten polski, po raz pierwszy w historii spektaklu, jest grany z udziałem orkiestry i chóru. Dynamicznie rozwijająca się akcja, akrobaci, choreografia - to wszystko zachwyca. Nie tylko piosenka ,,Belle" (w oryginalnym wykonaniu Garou, Daniel Lavoie, Patryk Fiori) porusza serce. ,,Czas katedr" wspaniale wyśpiewany przez Macieja Podgórzaka też na pewno na długo zostanie przeze mnie zapamiętany. 


W tym roku odwiedzający Gdynię na przełomie lipca i sierpnia będą także mogli wczuć się w klimat XV-wiecznego Paryża. Przewiedziano bowiem 9 letnich spektakli :)

czwartek, 19 stycznia 2017

ZIMOWE WĘDROWANIE

Jeszcze kilka dni temu słoneczko rozpieszczało swoim blaskiem. Można było poczuć na twarzy pierwsze w tym roku, jeszcze nieśmiałe, ciepło. Nad morzem, czystym jak nigdy, kaczki i łabędzie witały spacerowiczów. Śnieg skrzypiał pod nogami, a mróz lekko szczypał w koniuszki palców. Puszysta kołdra opatulała betonowe kule tworząc przekrzywione czapeczki. Po ostatnim sztormie pozostały okruchy lodu na schodach pomostów i zmieniony kształt brzegu. W jednym miejscu plaża się rozrosła, w innym morze podeszło pod klif.




 

W lesie też zaszły zmiany. Śniegowy puch otoczył gałęzie i konary tworząc krainę białych drzew. Pomiędzy nimi odbijały się promienie słoneczne rozświetlając ciemniejsze zakątki. Płochliwe sarny można było dostrzec w pobliżu paśnika, lecz nie słychać już było stukania dzięcioła. Las ucichł...






Chciałoby się rzec: Trwaj chwilo, trwaj...

czwartek, 12 stycznia 2017

DAWKA SZCZĘŚCIA

Ile trzeba pochłonąć określonej substancji, aby warunkowała ona określony efekt ? Nie wiem jak w waszym przypadku, ale w moim wystarczy godzina słońca dziennie. 





 



Zapewnia mi ona bardziej optymistyczne spojrzenie, więcej uśmiechu na twarzy i dzień bez bólu głowy. I wtedy przestaję gonić w poszukiwaniu tego co ulotne, a cieszę się z każdej chwili. Przestaję się martwić gipsem na ręku syna, tylko cieszę, że to przejściowe utrudnienia. Bowiem nawet lewą ręką można grać w ulubione gry planszowe :)



,, Więc nie patrz w dal,
bo szczęście jest tuż obok nas.
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu,
wśród chmur, w ciszy traw."