niedziela, 21 sierpnia 2016

ULOTNE PIĘKNO

Kolejny raz przyglądam się przemianie ogrodu. Teraz prym wiodą wrzosy, trawy, zawilce, hortensje i perowskia. Jeszcze ukazuje swoje piękno bacopa i werbena, a do otwarcia pierwszych kwiatów szykuje się barbula. 













Uwielbiam obserwować te zmiany. Owszem, żal mi, że lato się kończy, ale taki jest cykl natury. Pociesza mnie myśl, że przede mną kolejne dwa miesiące przebarwiania ogrodu. Odpoczywając na tarasie zachwycam się więc ulotnym pięknem roślin :)

czwartek, 11 sierpnia 2016

KWIATY SŁOŃCA

Od kilku dni napływa do nas chłodne powietrze. Lubię je za wspaniałą widoczność, lazurowy kolor wody i nieba. Ale jego dominowanie po kilku dniach staje się męczące. Bardzo zimne poranki i wieczory nie pozwalają cieszyć się urokami lata. Przelotne deszcze obniżające gwałtownie temperaturę i porywisty wiatr wyganiają mnie co chwila z ogrodu. Siedzę więc w domu i wpatruję się w słoneczniki, rudbekie, liliowce i nagietki. Ich radosny, żółty kolor przyciąga mój wzrok i nastraja optymistycznie.









 


Przynoszę kwiaty do domu i wstawiam do wazonu. Teraz mam słońce na wyciągnięcie ręki :)



czwartek, 4 sierpnia 2016

O CZYM SZUMI MORZE...

Kończy się dwutygodniowa przygoda z morzem mojego syna. Czas wakacji to dla niego nie tylko odpoczynek, ale też trening przed kolejnymi regatami. Dzięki temu i ja częściej pozwalam sobie na spacer brzegiem w kierunku klifu czy cyplem wpatrzona w ryf mew. Pogoda typowa dla naszego wybrzeża wymusza ubranie na cebulkę. Przy chowającym się za chmurami słońcem wyciągam bluzę, by za chwilę marzyć o stroju kąpielowym. Sam widok wody nie zachęca do kąpieli. Nadal jest w niej sporo glonów, a i kolor jakiś taki brunatny, pewnie po lipcowych gwałtownych ulewach. Zachwycam się za to migotaniem wody i  rozbryzgami fal. Fotografuję muszle, piórka i kamyczki. I zastanawiam się, o czym szumi morze...






  


,,W dzień biały morze śpiewa, szepce i szeleści,
Samemu sobie jeno gwarząc opowieści.
Kto się w nie wsłucha, słyszy w jego dziwnym szumie
Dalekie, tajne głosy, których nie rozumie.
Ale po nocy ciemnej, wśród pomrocznej głuszy
Morze prawi wybranym o swej wielkiej duszy...." 
,,Wieści Morza" Leopold Staff

poniedziałek, 25 lipca 2016

OGRÓD PO URLOPIE


Myślę, że największym koszmarem mnie jako ogrodnika byłby widok zniszczonego przez wiatr, suszę, powódź... ogrodu po powrocie z wakacji. Na szczęście prawie dwutygodniowy wypad w Sudety nie odbił się ujemnie na moich roślinach. Piach w podłożu pozwolił przetrwać bez szkód ogromną ulewę, która zalała Trójmiasto. Zastaliśmy prawie busz. I to wcale nie myślę o chwastach, bo oprócz pojedynczych dużych sztuk, nie ma prawie co pielić. Za to trawy, zioła, pnącza i byliny rozrosły się wspaniale. Do domu wejścia broniła nam ściana winobluszczu. Na zdjęciu już po przycięciu.


Przy gruszy powitał nas ogromny słonecznik, który przerósł syna, a puszyste kwiatostany perukowca zwisały aż do ziemi.



Hortensje odżyły i na pewno są w o wiele lepszej kondycji niż przed rokiem, kiedy to u nas panowała susza. 



Zioła poprzerastały jagodowe grządki i wcisnęły się pomiędzy irysy.


Zebrałam pierwsze ogórki, które uciekają mi przez płot do sąsiada. Kabaczki próbują wydostać się z kompostownika. Na pomidorki koktajlowe muszę jeszcze trochę poczekać, okazuje się, że za gęsto je posadziłam.




Ogród kolejny raz daje mi znak bym tak dokładnie wszystkiego nie pieliła. Pomiędzy fasolką pojawił się fioletowy łubin, który już rok temu zniknął mi z rabatek. 


Warto było wyjechać na jakiś czas. Rośliny kolejny raz zaskakują mnie swoim wyglądem :)