czwartek, 26 lutego 2015

MGŁA I PROMIENIE SŁOŃCA

Mgła, wilgoć i przenikające zimno. Tak można określić dzisiejszy dzień. Stratus otacza nas z każdej strony pozostawiając na roślinkach drobinki wody. Te zbijają się w kropelki i próbują spaść na niżej położone gałązki.




Gdyby nie słoneczne tulipany nie czułoby się ciepła. Ogień w kominku nie wystarczyłby do rozgrzania zmarzniętych rąk. Promienie słońca zatrzymane w kwiatach pozwala mi radować się mimo pochmurnego dnia. 




A wiec marzę i planuję czekając na nadejście wiosny :)

sobota, 21 lutego 2015

STEPOWIEC

Pojawił u nas latem 2013. Mąż znalazł go grzebiącego w śmieciach. Ponieważ był już duży, skorupa miała około 10 cm, zaczęliśmy szukać jego właścicieli. Niestety najbliżsi sąsiedzi nic nie wiedzieli o uciekinierze. Do tamtej pory nigdy nie mieliśmy żółwia, więc nie wiedzieliśmy, jak się nim opiekować. Ale jak tylko zapadła rodzinna decyzja o zatrzymaniu zwierzaka pojechaliśmy do sklepu zoologicznego zasięgnąć informacji. Zaproponowano nam suche lub granulowane mieszanki pokarmu, terrarium po astronomicznej cenie, odżywki, nabłyszczacze itp. Za niektóre rzeczy spokojnie podziękowaliśmy, inne nabyliśmy i  wróciliśmy do domu.  Dzieci w tym czasie nakarmiły nowego domownika oczywiście sałatą :( i nazwały Stefa, Stefcia i Stefano :) Z czasem wyszukałam potrzebne informacje i zakupiłam w sklepie budowlanym dużą skrzynkę drewnianą, którą wysypałam wiórkami dla utrzymania czystości. Latem w ciągu dnia nasz gad przebywa na wybiegu, wśród ziół. Ma nawet swój domek, w którym się chowa przed upałem. Ponieważ miał już swoje przyzwyczajenia, nie lubi suszonego suchego ani mokrego i większości ziół, które powinien jeść, nieraz nie wiadomo, co mu dać. Latem nie ma problemu z karmieniem. Lubi mniszek, babkę, liście jeżyn, brzozy, poziomki, porzeczek, kwiaty mniszka i cukini. Zimą zjada tylko rukolę, kiełki słonecznika i jabłka, i jak uda mi się znaleźć mniszek i babkę. Wody nie znosi. Porusza się bardzo szybko, potrafi w ciągu 5 minut uciec na sąsiednią ulice. Latem zakopuje się tak głęboko, że już kilka razy ledwo udało nam się  dostrzec kawałek jego skorupy. 


W ciągu ostatniego miesiąca nasz stepowiec bardzo się ożywił. Poczuł wiosnę i już na 100 % wiemy, ze to ona :)

wtorek, 17 lutego 2015

TAJEMNICE LASU

Dawno, dawno temu , za górami, za lasami , żyło sobie dwóch braci. Pewnego dnia na ich drodze stanął mądry człowiek, który otworzył przed nimi skarbiec pełen starych ksiąg z historiami tak niezwykłymi, o jakich jeszcze nie słyszeli. 
Bracia z zaangażowaniem zebrali podobne opowieści, baśnie o czarownicach, macochach, żołnierzach, karzełkach, olbrzymach i wilkach. Nie skierowali ich do dzieci. Czarnym charakterom wymierzali okrutne, średniowieczne kary. Z czasem wygładzili zakończenia, zamieniając je na żyli długo i szczęśliwie. Dzieci nie wiedzą, że księżniczka zamieniła żabę w księcia ciskając ją z całych sił o ścianę. Siostry Kopciuszka chcąc oszukać księcia, pozwalają odciąć sobie kawałek stopy i za karę tracą oczy. I taki właśnie moment jest w musicalu TAJEMNICE LASU w reżyserii Roba Marshalla. 




Lasem okazuje się mroczna puszcza, pełna magii. W niej spotykają się bohaterowie, tu ważą się ich losy.  Mimo, że w końcu bohaterowie pokonują zło ( uwaga!!! nie jest nim czarownica) nic nie jest takie, jak sobie wymarzyli. Życie bowiem to nie bajka.

Na film wybraliśmy się prawie całą rodziną (najstarsza z koleżanką wolała bardziej kontrowersyjny film) w Walentynki. Świetnie się bawiliśmy. Uwielbiam musicale i ucieszyłam się, że i reszcie przypadł do gustu, zwłaszcza najmłodszemu :) Urzekające wykonanie STAY WITH ME w wykonaniu Meryl Streep i NO ONE IS ALONE Anny Kendrick i Jamesa Cordena.


Na ostatnią baśń swojego zbioru bracia Grimm wybrali krótką powiastkę ZŁOTY KLUCZYK. Ubogi chłopiec wybiera się w zimie do lasu po drewno. W śniegu znajduje kluczyk, a w pobliżu żelazną skrzynkę. Wsuwa kluczyk w dziurkę. Przekręca go. Unosi wieko...

piątek, 13 lutego 2015

DWA DNI TEMU...I DZISIAJ...

,,Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi, 
wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni..."
Kilka dni temu pisałam, że nie mogłam znaleść oznak wiosny. Ach, w jakim byłam błędzie. Nastepnego dnia wyszłam do ogrodu poprawić pędy bluszczu zwisające z płotu i zaniemówiłam. 
Wiosno, ach to Ty!!! 
Zobaczyłam wschodzące hiacynty, tulipany botaniczne i krokusy, pączki lilaka, tawuły, powojnika, jagody kamczackiej, rozwinięte listki jagody amerykańskiej i wiciokrzewu.


Dzisiaj rano widząc piękne słońce za oknem i lekki południowo-zachodni wiaterek, zdecydowaliśmy się na wycieczkę nad zatokę. Tzn. pojechała nasza najstarsza trójka. Najmłodszy pobiegł na modelarskie, a średnia wybrała się na spotkanie klasowe.
Nad morzem szybko wciągnęliśmy czapki i kaptury. Wiatr okazał się przejmująco zimny. Bursztynu nie znalazłam, ale za to z zapałem obfotografowałam kamienie, muszle, fale i swoją rodzinkę. Aż mi ręce zgrabiały. Córka ogrzewała się kawą zabraną roztropnie w kubku termicznym. 


Był to nasz pierwszy i jedyny tej zimy wyjazd nad zatokę. Cały czas czekaliśmy na porządny mróz, który w poprzednich latach skuwał wody, ale się nie doczekaliśmy :(
Tak było kiedyś w lutym :)


Nie jestem przesądna :)

wtorek, 10 lutego 2015

KWIATY MOJEGO OGRODU

Wiem, że w niektórych częściach Polski nadal śniegu po kolana, albo i więcej, ale u nas stopniał już nawet bałwan. Temperatura +7 C, słońce i lekki wiaterek sprawiają, że nie chce się już myśleć o powrocie zimy. Dzieci odżałowały, że nie było porządnego śniegu, kuligów, rzucania śnieżkami, budowania igloo. 
Wracając pieszo z biblioteki i wystawiając twarz do słońca myślałam o tym, jak łatwo zapomnieć przy takiej cudnej pogodzie o smutkach. Nucąc pod nosem wyszukiwałam oznak wiosny. Niestety nic jeszcze nie widać, dlatego postanowiłam umieścić zeszłoroczne zdjęcia kwiatów z mojego ogrodu :)
Pierwsze pojawiają się krokusy, tulipany botaniczne, zawilce, hiacynty, sasanki. 



Kwiecień, maj to czas kwitnięcia pozostałych tulipanów, gruszy wierzbolistnej, fiołka wonnego, bergenii, tawuły, serduszki, narcyzów i kwiatów jabłoni.


Później czas na czosnek ozdobny, łubin, magnolię, powojnik wielkokwiatowy, kielichowiec wonny, azalię.


Po nich irysy, skalniaczki, piwonia, bodziszek, osteospermum, goździk, powojnik, hebe, orlik.


Dalej chaber, bodziszek, tawuła, kalmia, żylistek, dzwonek skupiony, surfinia.


I na koniec barbula, lobelia, powojnik, jeżówka, zawilce jesienne, rozchodnik, osterospermum, hebe.


Zwróciłam przy okazji uwagę, że w moich zbiorach brak ujęć z bliska szafirków, lawendy, barwinka, ułudki, konwalii, lilaka, krzewuszki, dalii, funkii, hortensji, budleji, skimmii, forsycji, perovskii, brunnery, pragnii, szałwii, pigwowca, pęcherznicy, abelii.  Muszę to nadrobić :)

piątek, 6 lutego 2015

BIAŁE IGIEŁKI

Prawdziwej zimy za oknem jak nie było, tak nie ma. Ale za to po kilku nocach, bezchmurnych i mroźnych, codziennie rano mogę obejrzeć baśniowy krajobraz. Wszystko bialutkie. Drobne, lodowe igiełki szczelnie otulają drewniany płot, drzewa, trawy, ławki i dachy domów. 




Wystarczy jednak tylko chwila słonecznych promieni, aby wszystko na powrót zamieniło się w drobne kropelki wody.



Ale nie ma się czym martwić. Jeżeli dzisiejsza noc będzie bezchmurna i para wodna będzie resublimować to jutro rano znowu zobaczę za oknem białe przedstawienie:)

środa, 4 lutego 2015

CHCE MI SIĘ SPAĆ!

Dopiero południe, a mi oczy się kleją. Sprawdziłam już sobie ciśnienie- w normie, wypiłam dwie kawy- nic nie pomogło, rozpaliłam w kominku-też nic, upiekłam bułeczki maślane-nadal chce mi sie spać. Żeby nie było, w nocy przespałam 8 godzin i rano wstałam wypoczęta. Może klimat sypialni i brak słońca za oknem tak na mnie dziś działa.





Nic to- biorę kijki i idę na spacer, może to mnie obudzi!!!

niedziela, 1 lutego 2015

PRZYPRÓSZONE...

Ranek powitał nas znowu śniegiem. Najpiękniej białe czapy wyglądały na suchych kwiatach hortensji :)


Później powiał wiatr, strzepnął biały puch, a słońce zamieniło cienką warstwę śniegu w wodę.



Po krótkim spacerze zabrałam się więc za faworki. Przepis jest w mojej rodzinie od ponad 20 lat, więc mam nadzieję, że nikogo nie zdubluję :)
Na około 100 chrustów potrzeba:
3 żółtka
1,5 szklanki mąki
0,5 szklanki gęstej śmietany
0,5 łyżki masła
kieliszek wódki
odrobina cukru
Zagnieść ciasto jak na pierogi, musi być pulchne i nie lepić się do rąk. 
Najlepsze jest to, że nie trzeba go tłuc wałkiem, aby pojawiły się pęcherzyki powietrza :)
Zwykle przykrywam gotowe ciasto miską, aby nie schło. 
Odrywam po kawałku ciasta i bardzo cieniutko rozwałkowuję. Jak widać na zdjęciu już podczas tej czynności pojawiają się pęcherzyki :)


Wykrawam prostokąty, przecinam wzdłuż i przewijam. Jak widać, nie przejmuję się czy są długie czy krótkie. 


Nie przygotowuję za dużo na raz, aby mi nie wyschły. 
Smażę na rozgrzanym oleju z dodatkiem kieliszka wódki, krótko i odsączam na papierowym ręczniku kuchennym. Posypuję cukrem pudrem.


Cała praca zajęła mi tylko godzinę, więc spokojnie można poradzić sobie samemu. 
Przy większej ilości ciasta warto zatrudnić rodzinę :)


Z ciekawostek
Nazwa faworki prawdopodobnie wywodzi się z od francuskiego faveur czyli wąskie wstążeczki, a chrust od kruchości ciasta :)