niedziela, 1 lutego 2015

PRZYPRÓSZONE...

Ranek powitał nas znowu śniegiem. Najpiękniej białe czapy wyglądały na suchych kwiatach hortensji :)


Później powiał wiatr, strzepnął biały puch, a słońce zamieniło cienką warstwę śniegu w wodę.



Po krótkim spacerze zabrałam się więc za faworki. Przepis jest w mojej rodzinie od ponad 20 lat, więc mam nadzieję, że nikogo nie zdubluję :)
Na około 100 chrustów potrzeba:
3 żółtka
1,5 szklanki mąki
0,5 szklanki gęstej śmietany
0,5 łyżki masła
kieliszek wódki
odrobina cukru
Zagnieść ciasto jak na pierogi, musi być pulchne i nie lepić się do rąk. 
Najlepsze jest to, że nie trzeba go tłuc wałkiem, aby pojawiły się pęcherzyki powietrza :)
Zwykle przykrywam gotowe ciasto miską, aby nie schło. 
Odrywam po kawałku ciasta i bardzo cieniutko rozwałkowuję. Jak widać na zdjęciu już podczas tej czynności pojawiają się pęcherzyki :)


Wykrawam prostokąty, przecinam wzdłuż i przewijam. Jak widać, nie przejmuję się czy są długie czy krótkie. 


Nie przygotowuję za dużo na raz, aby mi nie wyschły. 
Smażę na rozgrzanym oleju z dodatkiem kieliszka wódki, krótko i odsączam na papierowym ręczniku kuchennym. Posypuję cukrem pudrem.


Cała praca zajęła mi tylko godzinę, więc spokojnie można poradzić sobie samemu. 
Przy większej ilości ciasta warto zatrudnić rodzinę :)


Z ciekawostek
Nazwa faworki prawdopodobnie wywodzi się z od francuskiego faveur czyli wąskie wstążeczki, a chrust od kruchości ciasta :)

2 komentarze:

  1. Hortensje ze śniegiem wyglądają jak...pomponiki :)
    Kradnę sobie faworka do kawy...;)

    OdpowiedzUsuń