poniedziałek, 25 maja 2015

BUŁECZKI I JEŻ

Najmłodszy: ,,Czy możesz mamo upiec bułki bez dodatków, proszę?" Na taką prośbę nie ma rady. Trzeba przejrzeć przepisy i zabrać się za wyrabianie ciasta. Znalazłam ciekawy przepis na Mirabelkowym blogu. Wprowadziłam niewielkie zmiany ( brak ziaren, blachę wysmarowałam olejem, do ciasta dodałam jedno jajko, piekłam w 200 C) i są. Smaczne i chrupiące. 



Z ogródka przyniosłam sałatę, rzodkiewki i szczypiorek. Kanapki same śmiały się do nas :)





Przy okazji na ogródku spotkaliśmy jeża. Pierwszy raz w tym roku. Wyszedł na wieczorny spacer. Obserwowaliśmy, jak dzielnie radził sobie ze schodkami. 




WIOSNA I JEŻ  Gellnerowa Danuta
Wyszły sobie jeże na powietrze świeże. 
Jeden mówi "Wiosna!" A drugi "Nie wierzę." 
Jeż na jeża fuknął, jeżowym zwyczajem. 
"Wiesz ty chociaż po czym wiosnę się poznaje?" 
"Wiem. Po blasku słońca, po zapachu ziemi, 
no i po tym, że na spacer znów sobie idziemy". 

poniedziałek, 18 maja 2015

NIEBIESKI...

...spokój, świeżość, chłód. Wstęp do lata. 
Po eksplozji żółci i czerwieni wczesnej wiosny czas na lazur, kobalt, błękit, chabrowy, szafir i turkus. U mnie w ogrodzie odcienie niebieskiego można zobaczyć w płatkach powojnika, szafirka, dzwonka, orlika, prusznika, pierwiosnka, chabra, barwinka, ułudki, irysa, brunnery.


Migocze w igiełkach świerka serbskiego, jodły kalifornijskiej, świerka kłującego,,Glauca Globosa" i ,,Białobok", cyprysika groszkowego ,,Boulevard", jałowca chińskiego ,,Stricta", jałowca ,, Blue star" i ,,Blue carpet" i jodły górskiej ,,Compacta".


W domu przeważają ciepłe brązy i beże. Ale w niektórych pomieszczeniach też łatwo zauważyć niebieski: na obrazach, pościeli, kafelkach, szkatułkach, serwetkach, szkle.


Odcienie tego koloru są też w moich pracach szydełkowych: w zawieszce, poduszce, bluzce i sakiewce.


w zdjęciach nieba i wody


pracach najstarszej


Lubię niebieski :)

poniedziałek, 11 maja 2015

KORONA NA WZGÓRZU I CIASTECZKA

Czytając książkę Sarah-Kate Lynch ,, Za oknem cukierni" powróciłam na chwilę myślami do zachwycającego miejsca we Włoszech. Nie leży ono tak jak miasteczko autorki w Toskanii, lecz na wschód od Rzymu. Czytając opisy stromych, brukowanych uliczek, przypominających chodniki, starych domów czy wąskich okien z drewnianymi okiennicami, widziałam Fiuggi. 


Tam po raz pierwszy zobaczyłam miłość Włoszek do roślin. Były wszędzie. Oczywiście, tylko w doniczkach. Pięły się po murach, rozjaśniały ciemne miejsca, tworzyły przytulne zasłony. 




Tam zakochałam się w perukowcu podolskim :)


We Włoszech nie miałam okazji zjeść cantucci, bowiem objadałam się pizzą. A ponieważ Sarah-Kate Lynch smakowicie opisywała sposób ich powstawania: 
,,Zapach, którego nie potrafiła zidentyfikować, zdawał się emanować ze ścian. W pierwszej chwili pomyślała, że to cynamon, potem że wanilia, wreszcie, ze to coś kwiatowego, może lawenda. Zrobiło jej się bardzo przyjemnie, jakby owinęła się płaszczem z satynową podszewką. Już nie słyszała padającego deszczu, ciepło i korzenne zapachy w powietrzu sprawiły, że się odprężyła, krew zaczęła szybciej krążyć w żyłach, wróciły jej rumieńce..." 
postanowiłam spróbować wczoraj swoich sił.  
Po wstępnym upieczeniu wałków ciasta pokroiłam je na plasterki i podpiekłam z każdej strony. 



Jak mówią dzieci, szału nie było. Zapakowałam więc w szczelne słoiki i dzisiaj rano dałam im jeszcze jedną szansę. Mają ciekawy smak i chrupie się je jak sucharki. 
Na pewno lepsze niż wczoraj :) 

poniedziałek, 4 maja 2015

ENERGETYCZNE 3 MAJA

Zachęceni reklamą warsztatów na temat odnawialnych źródeł energii, wybraliśmy się wczoraj do Centrum Eksperymentów. Temat na czasie, bowiem myślimy o dalszych inwestycjach. Dwa panele słoneczne podgrzewające nam wodę już mamy. Nie musimy od maja do października męczyć sąsiadów czarnymi i śmierdzącymi dymami, tak jak oni nas. 
Niestety warsztaty poświęcone nietypowym sposobom otrzymywania energii rozczarowały mnie. Ze specjalnej atrakcji czyli budowy zabawek elektrycznych i robotów zasilanych energią słoneczną mogły skorzystać naraz dwie osoby, bo tylko tyle miejsca było przy stanowisku. Po obejrzenie więc wiatraczków na suszarkę :), zegarków na wodę :) i samochodzików na lampkę :) ruszyliśmy dalej. 
I tu dwójka najmłodszych dopiero zaczęła się bawić :) 



Budowali tamę na rwącej rzece


Budowali zaporę


Tworzyli wiry wodne


Przeprowadzali operacje


Budowali odkurzacz


Znajdowali wyjście z labiryntu 

Oczywiście nie sposób tutaj opisać wszystkich atrakcji. Do obejrzenia były wystawy: Hydroświat, Drzewo życia,  Człowiek, Niewidoczne siły, Gdzie wzrok nie sięga. W pamięci na pewno mi zostanie trzęsienie ziemi, echolokacja, wiry wodne, jak widzi koń, hologram. 
Najbardziej podobało mi  się łóżko do masażu z gwoździ. Niestety nikt mi zdjęcia nie zrobił, gdy się relaksowałam :)