wtorek, 25 października 2016

ŚWIĘTA GÓRA

Jasnobeżowe ściany z białymi kolumienkami i jasnoszary żwir na ścieżce odbijają jaskrawe promienie słońca. Muszę chować się pod arkady. Na szczęście tak jest tylko na głównym placu przed bazyliką. 





Szukając  ożywczego cienia natrafiam na urokliwe kapliczki z malowidłami ściennymi i rzeźbami położone wśród starodrzewia. Jest ich aż 45, a w nich posągi i freski pokazujące motywy z Ewangelii. 






To Sacro Monte nad spokojnym miasteczkiem Varalio Sesia w północnych Włoszech. Jego budowę rozpoczęto w XV wieku dzięki pomysłowi Bernardino Caimi, franciszkanowi z Mediolanu, który wiele lat spędził w Palestynie. 





Trafiam tam w upalny, sierpniowy dzień. Najpierw króciutki wjazd gondolką, a następnie zachwyt przepięknym widokiem. Mapka z zaznaczonymi punktami pomaga rozpoznać charakterystyczne punkty miasta. 







A potem spacer i podziwianie nie tylko pracy budowniczych, rzeźbiarzy czy malarzy, ale także ogrodników. Ogromne hortensje narażone na palące promienie słoneczne nie wykazują żadnych oznak zmęczenia brakiem wody. Zachwycam się więc ich wspaniałymi kwiatostanami i robię masę zdjęć. 









W innym miejscu pod murami zadziwiają funkie i dekoracyjne trawy, łagodnie kołyszące się pod wpływem lekkiego wietrzyku. 




Ozdobna studnia oferuje chłodną wodę, ale nie polecam korzystać z aluminiowych łyżek :) 



W Nowej Jerozolimie byłam świadkiem zwyczaju, który niestety u nas zanika. 



I jeszcze kilka fotek...z roślinami w głównej roli :)





cdn...

wtorek, 18 października 2016

W JESIENNEJ SZACIE

Wcale nie tak dużo tych złotych, rudych i czerwonych... Więcej w tym roku tych szarych wysuszonych i poszarpanych wiatrem. Rośliny powoli wdziewają barwy jesieni. W poszukiwaniu zmian szybciej można w lesie dostrzec zwinną, rudą wiewiórkę niż pomarańczowy liść. Na ścieżkach też ich mało. Jeszcze nie słychać przyjemnego szelestu w czasie jesiennego spaceru. W pochmurny dzień nie chodzę po mrocznym lesie, lecz pędzę przez pola odkrywając nieznane zakątki naszej gminy. W zacisznych dolinkach zachwycam się kwitnącymi jeszcze ziołami i wrzosami. W ogrodzie, przygotowanym już do zimy, dostrzegam najwięcej zmian. Krzewy i pnącza nabierają jaskrawych barw. Winobluszcz, jak zwykle, najpiękniej, ale dotrzymują mu kroku: hortensje, azalie, aronia i brzozy. Powojniki nie poddają się jesieni i próbują kwitnąć. Nad morzem ten sam pomysł podchwytują róże. 
















Czekam na dalsze jesienne zmiany :)

poniedziałek, 10 października 2016

SPACER W DESZCZU

Co było robić? Padało i padało...w szaroburym niebie nie widać było żadnego jaśniejszego prześwitu. A mnie chciało się wyjść z czterech ścian i powędrować w dal. Wzięłam więc męża na spacer nad jesienne morze. Zaopatrzyliśmy się w nieprzemakalne trapery i szerokie parasole...i poszliśmy wąską, kamienistą plażą wzdłuż klifu. Towarzyszył nam szum fal gnanych przez wiatr. I chyba zaczarowałam ten deszcz, bo na horyzoncie ukazał się słoneczny blask. Mogłam złożyć mokry parasol, wyjąć aparat i zrobić kilka zdjęć.










I kto powiedział, że jesień jest smutna :)

czwartek, 6 października 2016

PARK MIEJSKI W LUGANO

Po trzech dniach wiatru, deszczu i chłodu zapragnęłam znowu lata. Zaparzyłam więc rozgrzewającą herbatkę z miodem i imbirem i włączyłam pokaz slajdów. Przypomniałam sobie miłe chwile spędzone w Lugano, włoskojęzycznym mieście położonym na zachodnim brzegu jeziora o tej samej nazwie, w Szwajcarii. 



Pomiędzy przystanią, z której można wypłynąć stateczkiem lub rowerkiem wodnym a portem jachtowym znajduje się oaza zieleni. 



Stare drzewa dają przyjemny cień nawet podczas upału, a ławki i leżaki zapewniają odpoczynek strudzonym nogom. 



Dla minionków przygotowano wspaniały plac zabaw.



Nie trzeba dźwigać ze sobą butli z wodą, gdyż w parku znajdują się źródełka. 




A gdyby ktoś zapomniał zegarka może skorzystać ze słonecznego. 



Ale dla mnie czas się tam nie liczył. Oczarowało mnie bogactwo traw, bylin i roślin jednorocznych, iskrząca w słońcu woda i zamglone szczyty Alp.  



















Żałuję tylko, że czasu jak zwykle miałam za mało...