piątek, 28 kwietnia 2017

WDZIĘK TAWUŁY

Gdy zawilce i hiacynty osiągną pełnię kwitnienia, w ogrodzie pojawiają się wdzięczne, białe kwiatuszki tawuły wczesnej. W tym roku cieszę się z nich jak nigdy wcześniej. Po zniszczeniu przez mróz kwiatów magnolii jest to pierwszy kwitnący krzew po forsycji. Drobne kwiaty zebrane są gęsto na przewieszających się ubiegłorocznych gałązkach. Najpierw otwierają pąki te wystawione na promienie słoneczne, a trochę później te w cieniu. W pełni kwitnienia krzew wygląda z daleka jak śnieżna kula. 


 







Po kwitnieniu obcinam wszystkie kwitnące wcześniej pędy, a także te wyrastające z boku. Niestety krzew szeroko się rozrasta i niepilnowany mógłby zagłuszyć inne roślinki. Nawet latem tawuła zachowuje swój wdzięk lekko kołysząc się na wietrze, a jej wąskie, jasnozielone liście mogą być efektownym tłem dla innych roślin :)

czwartek, 20 kwietnia 2017

SASANKI I KSIĄŻKI

Zimny arktyczny wiatr niszczy delikatne rośliny na ogrodzie. Wdziera się w każdą szparkę szala atakując wściekle odsłoniętą szyję. Ręce grabieją i w panice szukają rękawiczek. Patrząc na szykujące się do kwitnięcia czereśnie chce mi się krzyczeć: ,, Nie śpieszcie się, nie otwierajcie." Tylko sasanki zdają się lekceważyć zmienną aurę. Ich pokryte włoskami liście są jeszcze zbyt małe, by przy mroźniejszych porywach ochronić przepiękne kwiaty. Ale te zdają się same dbać o siebie. Dzwonki to otwierają się pod wpływem cieplutkich promieni słonecznych, to zamykają gdy na niebie pojawiają się szare chmury. W zeszłym roku po raz pierwszy wysiałam nasiona tych bylin. Nie przetrwało wiele, ale jest ich wystarczająco dużo, by nacieszyć moje oczy :)






Już w niedzielę przypada Międzynarodowy Dzień Książki. Z tej okazji polecam Wam przepiękny film: The Fantastic Flying Books of Mr. Morris Lessmore. Ta opowieść o magicznej miłości do książek w 2012 roku zdobyła Oskara i urzekła swoją fabułą sporo osób, w tym i mnie. Nieczytane książki umierają, a my, ludzie, tracimy je na zawsze. Po obejrzeniu tej animacji nie można nie zgodzić się z myślą Kornela Makuszyńskiego: ,,Książka jest żywym stworzeniem, każda ma duszę, każda ma serce" :)


Źródło:Google Grafika



czwartek, 13 kwietnia 2017

KRASZANKI MALOWANKI

,, W Wielki Piątek młode dziewczęta zabierały się do malowania wielkanocnych jajek, a w wodzie, w której się jajka gotowały, myły włosy, wierząc, że będą gęste, bardzo piękne i lśniące." 
Najczęściej, z braku czasu, maluję jajka na jeden kolor. Jak próbuję sobie całkowicie ułatwić pracę, kupuję gotowe barwniki. Nieraz robię sobie pod górkę i gotuję je w łupinach cebuli. Uzyskuję wtedy dużo podobnie wyglądających brązowych malowanek. Chociaż wolę te o barwie żółtej, czerwonej i zielonej. Natarte tłuszczem pięknie błyszczą i radują oko. 


,, ...jasnożółty z odcieniem kanarkowym uzyskiwano z kory młodej, niedojrzałej jabłoni, z dodatkiem kwiatów majówki błotnej, a także z suszonych jaskrów polnych. Na zielono barwił jajka wywar z widłaka, młode żyto ozime, inne zboża i trawy, liście pokrzywy lub liście barwinka, a także suszony kwiat fiołka i jemioła... Na czerwono farbowano jajka w łupinach cebuli, korze dębowej, krokusie, w szyszkach olchowych, owocach czarnego bzu, suszonych owocach jagody, w odwarze z robaczków zwanych czerwcami."
Gdybym chciała zafarbować jajka w sposób opisany przez Hannę Szymanderską w ,, Polskich tradycjach świątecznych" musiałabym się sporo natrudzić i przygotować składniki odpowiednio wcześniej (nawet rok wcześniej).  Chociaż takie malowanki na pewno byłyby bardziej eko :) W tym roku pomaluję jajka przepiórcze. Mam nadzieję, że uzyskam ciekawy efekt :)
A to z zeszłych lat: nalepianki, nakrapianki i rysowanki. Te ostatnie wykonane kilka lat temu przez córkę :)





Pomaleńku przez podwórze idą dzieci kurze. 
W kropki, w ciapki, malowanki, bo to miały być pisanki.... 
Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Wielkanocnych:)

piątek, 7 kwietnia 2017

WIOSENNE LEKARSTWO

,, Najlepszym wiosennym lekarstwem jest działka.
Działka nam zdrowie wprowadza do ciałka,
Gdy w łapki się chwyci szpadelek lub grabki,
Znikają bronchity, katary i sapki..."


Dla mnie też najlepszym sposobem na rozruszanie się po zimowym zastoju ( nie licząc codziennych spacerów i cotygodniowego basenu ) jest praca w ogrodzie. Aby jednak przyniosła pożytek, muszę ją umiejętnie dozować. Nauczona doświadczeniem nie rzucam się więc kopać, zginać i grabić cały piękny dzień. Nie zależy mi bowiem na zakwasach, bólu kręgosłupa czy dłoni. Gdy poczuję pierwsze oznaki zmęczenia, staram się odłożyć łopatkę i odpocząć. Staram się, bowiem na początku zawsze idzie mi to opornie, ale wystarczy jedna nieprzespana noc, aby kolejny raz odłożyć narzędzia od razu.


,,... I mając wirusów tych coraz to mniej
I zgiąć się nam łatwiej,
I kucnąć nam lżej,
I gładko nam idzie kopanie jak rzadko,
I zgrabniej rabatkę równamy łopatką,
I chwast usuwamy, co jest jak zakałka,
I proste to w końcu jak strzałka,
Że z nas również korzyść ma działka."
L.J.Kern ,, Działka"


Codzienna porcja ruchu na ogrodzie pozwala mi dostrzec kolejne rozkwitające roślinki :)