czwartek, 29 czerwca 2017

CZERWCOWE ZAPACHY

Cały czerwiec w powietrzu w ogrodzie unosi się w przyjemny zapach. Maj nie był zbyt dla nas łaskawy, ale kolejny miesiąc przywitałam z uśmiechem. Obietnica wspaniałego kwitnienia się spełniła i można było wreszcie upajać się wonią kwiatów. Każde wyjście do ogrodu kończy się tak samo. Co krok przystaję rozkoszując się oszałamiającym zapachem. Dobrze, że nie jestem uczulona i do woli mogę korzystać z uroków natury. Jedynym minusem było słabe w tym roku kwitnięcie białych lilaków, jaśminowca czy budleji skrętolistnej. Ale za to do woli mogłam napawać się czarem lilaka Meyera Palibin czy piwonii. Lawenda i goździki dopiero rozpoczynają swój spektakl, a facelia na nowo zadziwia delikatnością i miodową nutą. 

 Żylistek szorstki

 Piwonia

 Lilak Meyera Palibin

 Lilak

 Budleja skrętolistna

 Jaśminowiec wonny

 Goździk

 Lawenda wąskolistna

 Facelia

Przekraczając granicę warzywniaka zapachy są już mniej wyczuwalne, oprócz szałwii, wśród której uwijają się pszczoły. Zbieram słoneczne kwiaty rumianku i niebieskie ogórecznika, liście mięty i melisy. Wracam do domu podbierając po drodze jeszcze kilka owoców poziomek i marząc już o smaku ożywczej lemoniady :)

 Poziomka

 Ogórecznik

 Rumianek

Szałwia lekarska

czwartek, 22 czerwca 2017

MORZE I WIATR

Dawno tak nie szliśmy brzegiem zatoki,  my z kijkami od Nordic Walking, syn z zawieszonym na ramieniu latawcem. Słońce skrzyło się w wodzie, odbijając miło swoje promienie. 


Wiatr nie chłodził, tym razem był od lądu. Fale lekko uderzały o brzeg. Plaża po zimowych sztormach powiększyła swoją powierzchnię. Część niskich wydm zabrało morze odkrywając zasypane skarby. Trzy głazy, jeszcze w zeszłym roku zatopione do połowy w wodzie, leżały pośrodku plaży. Jak wielka jest siła natury... Szukamy bursztynów w suchych wodorostach, ale oprócz muszelek i gałązek niczego więcej nie dostrzegamy. Znów sobie obiecujemy, że przyjedziemy tu podczas wschodniego sztormu, gdy wzburzone morze odda trochę cennego jantaru... Omijając kwitnące dzikie róże wdycham głębiej powietrze. Co za cudowny zapach... 


Wreszcie robimy sobie przerwę. Syn wyciąga latawiec i korzystając z dość silnego wiatru zaczyna zabawę. 


Siadam na odsłoniętym przez fale betonowym słupku i chłonę wszystkimi zmysłami. Rozkoszuję się ciszą i spokojem. Tylko jeden samotny żagiel łopoce samotnie na horyzoncie. Zupełnie inaczej niż jeszcze kilka dni temu, gdy rozgrywane w tym miejscu były regaty. Wtedy horyzont bielił się od żagli optymistów, laserów, korsarzy i omeg. 


Cieszy mnie, że znowu nadchodzą dni zauroczenia plażą i pluskiem fal :)

środa, 14 czerwca 2017

PIERWSZE JAGODY

Jeszcze nie lipiec, a już pojawiły się pierwsze jagody. Nie są tak słodkie jak ich leśne kuzynki, więc trafiają na mój talerz jako dodatek, a nie danie główne. Uwielbiam je z lodami, bitą śmietaną i twarożkiem waniliowym w naleśnikach. Pierwszy raz pojawiły się tak późno, zwykle już pod koniec maja można delektować się ich smakiem. 



W tym roku zbiory jagody kamczackiej zrównały się z poziomkami i truskawkami. 


Mam dwie odmiany tych owoców. 4 krzewy mają kształt zwarty, a ich jagody w czasie zbierania samoistnie spadają. Zawsze rozkładam fizelinę lub folię pod krzewy, aby nie zmarnować większości owoców. 


3 krzewy są rozłożyste, a ich jagody są słodsze i nie opadają przy najlżejszym poruszeniu. 


Niezjedzone od razu owoce można zamrozić i cieszyć się tymi podłużnymi, słodko-kwaśnymi z lekką goryczą owocami w okresie zimowych mrozów :)

czwartek, 8 czerwca 2017

WIRTY JAK W KALEJDOSKOPIE

Jak obiecałam w zeszłym tygodniu wracam wspomnieniami do kociewskiego ogrodu dendrologicznego. Nie będę Was znów zanudzała zdjęciami azalii i różaneczników, lecz chcę pokazać inne interesujące rośliny oraz urocze zakątki. 








Wchodząc na teren ogrodu otrzymaliśmy bardzo ciekawe bilety  w formie pocztówki, na których Nadleśnictwo Kaliska porównując Wirty do kalejdoskopu zaprasza na spacer i zapowiada, że jeżeli dobrze się rozejrzymy to każdy z nas zobaczy coś niepowtarzalnego, coś co zachwyci nasze oko. I powiem szczerze nie mylą się. 









Dla mnie to były dzikie zakątki nad stawami, z brzegami porośniętymi irysami, paprociami i dzikimi poziomkami, romantyczne mostki, łąka biała od kwitnących stokrotek, na której chciało się usiąść i pleść wianki. 








Dla męża stare, potężne drzewa, wśród których nie było nawet słychać szumu wiatru, pomost nad brzegiem Jeziora Borzechowskiego, dumnie kroczący bocian czy drzewo z naroślami tworzące obraz twarzy.



Wirty zwiedzałam pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni. Chcę tu także przyjechać latem, zabrać dzieci na piknik, wejść na punkt widokowy nad jeziorem. Nie zapomnę też o środku na komary :)

czwartek, 1 czerwca 2017

WIRTY I RÓŻANECZNIKI

Niecałą godzinę drogi od Gdańska znaleźć można cudowny skrawek przyrody. Nad przepięknie położonym Jeziorem Borzechowskim leży ogród dendrologiczny Wirty. Nie mam pojęcia dlaczego tak długo zwlekałam z odwiedzeniem tego miejsca. Może słowo dendrologiczny, może wspomnienia znajomych, którzy wędrując tam latem opowiadali tylko o drzewach. Natknąwszy się w necie na informację, że można zobaczyć tam azalie i rododendrony zaplanowaliśmy wycieczkę. I mimo, że wiedziałam o zmianie pogody, deszczach i bardzo silnym wietrze, planów nie zmieniliśmy.



Już przy wejściu powitały nas łany kwiatów. 





Nie mogłam się oderwać, a mąż poganiał, bo pogoda niepewna i kawałek lasu do przejścia. I dobrze, bo w tych zakamarkach leśnych, na polanach oraz przy stawach i mokradłach też natknęliśmy się na kwitnące krzewy.

















Ścieżką dotarliśmy nad jezioro, chwilę odpoczęliśmy i wróciliśmy innym zakątkiem. A tam za budynkiem wejściowym czekała nas niespodzianka. Kolejne kwitnące rododendrony ukryte pod wysokimi drzewami.







Trochę więcej o innych atrakcjach ogrodu napiszę w kolejnym poście. Miłego zwiedzania :)