środa, 29 listopada 2017

SPACERKIEM PO PARKU MUŻAKOWSKIM

Gdy za oknem coraz zimniej, z przyjemnością wracam do letnich wspomnień. Dzisiaj zapraszam na lipcowy spacer po parku, położonego po obu stronach Nysy Łużyckiej, od 2004 roku na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. 


Po stronie polskiej jest to największy park w stylu angielskim. 1 maja 1815 roku Hermann von Puckler-Muskau w liście otwartym do mieszkańców Muskau poprosił o pomoc w założeniu przypałacowego parku. W ciągu 30 lat nasadzono tysiące drzew i krzewów, wybudowano mosty i zmieniono znacznie krajobraz. Zanim książę zmęczony kosztami sprzedał posiadłość, przeobrażono 250 ha. Prac nie zaniechano. Kontynuował je Fryderyk Niderlandzki. Powstało arboretum z 3000 gatunkami roślin. Obecnie bez problemu można krążyć po parku wybierając albo naturalistyczny park po stronie polskiej, albo budynki i ogrody po stronie niemieckiej. Obie części są jak Flip i Flap, tak różne, a jednocześnie uzupełniające się. 


Most Podwójny odbudowany w 2003


Most Angielski odbudowany w 2011


Most Królewski


Widok ze Złotego Wzgórza


Dąb Hermanna


Staw Zamkowy


Stary Zamek


Nowy Zamek




Widok z wieży Nowego Zamku





Most Zamkowy


ogrody kwiatowe Parku Zamkowego




strażnicy czasów


kwiaty Parku Zamkowego 











Mimo kilku godzin spędzonych w parku wielu zakątków nie zdążyliśmy zobaczyć. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to nadrobić :)

wtorek, 21 listopada 2017

PIERWSZY MRÓZ...

Na szczęście na razie tylko w nocy. 








,,Na gałązkach drzew osiadł w nocy szron.
Odział w biały płaszcz rozłożysty klon.
Srebrem okrył liść, który z drzewa spadł
i na krzywym płotku cichusieńko siadł.
I nikomu szron nie skąpił swych łask,
Aż go rano zmógł słonka złoty blask!"





I u mnie, tak jak w wierszu Szron Ludwika Wiszniewskiego, bialutkie igiełki zamieniły się w krople wody i powolutku zniknęły z trawnika oraz drzew. A słońce prześwitując przez nieliczne już liście roztoczyło swój promienny czar :)

czwartek, 16 listopada 2017

JESIENNA MAGIA LASU

Staram się iść słoneczną częścią ścieżki, która prowadzi nas przez las. Temperatura po nocy jeszcze niska, czuję jak palce w rękawiczkach zaczynają mi marznąć. Chciałabym włożyć ręce do przytulnej kieszeni, ale co zrobię z kijkami do nordic walking? Idę więc coraz szybciej. Na ścieżce sporo już liści...mąż próbuje szurać nogami, ale nic z tego. W tym roku zbyt dużo deszczu i liście zamiast schnąć, po prostu gniją. A szkoda. Oboje uwielbiamy wsłuchiwać się w ten specyficzny szelest. 





Las przebarwia się coraz piękniej. Dobrze, że tak dużo w nim buków, klonów i dębów. Wśród nich pozbawione już swoich fryzur brzozy uwodzą bielą kory. 





Jesienny las czaruje...
,,... Stań w blasku słońca, szukaj żaru 
który dar drzew przetopi w złoto 
gdy ich korzenie sięgną w ziemię, 
wierzchołki dotkną stóp anielskich..." 
Magia drzew Stefan Grass 

środa, 8 listopada 2017

ZWYKŁY DZIEŃ

,, Każdy początek dnia jest inny, rano nie wiemy jeszcze, co przyniesie ze sobą rozpoczynający się dzień, tyle różnych rzeczy może się wydarzyć." Ania z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery
A dzień nie zaczął się miło. Na dworze chmury sięgające prawie ziemi, ciemność zmuszająca do zapalenia światła i wilgotne powietrze wdzierające się w każdy skrawek ciała. Już drugi dzień czekałam z niecierpliwością na kuriera mającego mi dostaczyć drzewko: orzech włoski Leopold. Drugi, bo pierwszego dnia panu nie zachciało się zadzwonić, by powiadomić o swoim przyjeździe, a ja w swojej naiwności nie pomyślałam, aby cały dzień warować przy bramie. Ale jak mówiła Ania ,, Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa przyjemności." A ja z ogromną niecierpliwością czekałam na przesyłkę. Wiadomo, że ,, W słoneczny dzień łatwiej jest zachować pogodę ducha i mężnie znosić przeciwności losu". Moje wymarzone drzewko okazało się niestety marną sadzonką. Mam tylko nadzieję, że przetrzyma zimę i na wiosnę wypuści zdrowe łodyżki. 


Dzień zaczął się więc niezbyt przyjemnie. Za to skończył ogromną niespodzianką. Syn, po przyjściu ze szkoły, zrobił swoje pierwsze ciasto, brownie. Zupełnie samodzielnie. Przygotowywał się do tego już od kilku dni. Szukał przepisu w internecie, przypominał nam o kupieniu składników, dopytywał się, jak smarować blachę czy używać miksera. Wyszło wspaniałe, pachnące mocno czekoladą :)

piątek, 3 listopada 2017

SKALA OPTYMIZMU

W końcu nie pada. Wiatr powoli rozgania chmury. Od czasu do czasu pokazuje się nawet słońce. Mokre liście zdają się lśnić. Jeszcze na gałązkach utrzymują się drobne kropelki, w których świat zaczyna się mienić kolorami. 



Ostatnie dni były męczące z powodu swojej przytłaczającej szarości. Na początku czułam się jak bohaterka Ciernistej róży Charlotty Link...
,,Listopad lubiła. Jego krótkie, szare dni, mgła i zimny wiatr zapowiadały przytulność. Listopad usprawiedliwiał zamknięcie się w czterech ścianach, ucieczkę przed światem, poszukiwanie schronienia w blasku świec, gorącej herbatce, kolędach i ogniu na kominku. W listopadzie często miała wrażenie, że przez tych kilka tygodni świat i ona nadawali na tych samych falach."



Może nie jest mi bliski ten fragment wspominający Święta w listopadzie, ale otulanie się ciepłymi swetrami w cieple ognia ze szklanką ciepłego kakao w ręku, już jak najbardziej. Niestety wraz z upływem coraz ciemniejszych dni ja też robię się coraz bardziej ciemna. Gdy pogoda za oknem nie zachęca do optymizmu zaczynam się z kolei czuć jak bohaterka Chorwackiej przystani Anny Karpińskiej...
,, Spojrzałam za siebie przez dużą witrynę. Światła przejeżdżających samochodów rozmywały się w gęstwinie kropel siąpiącego kapuśniaczku, skuleni przechodnie spoglądali pod nogi spod narzuconych kapturów i jesiennych parasoli. Dlaczego robią takie smutne parasole? - przemknęło mi przez myśl. Czy musimy dostosowywać nastrój do pory roku? Jakby nie wypadało rozweselić ponurą ulicę kolorowym dachem nad głową. Czarno-brązowe płaszcze skrywające skulone sylwetki piechurów, czarno-brązowe lub szare torby i torebki. Ja też nie jestem inna."


Ja też otulam się zimą w granaty i szarości. Wtapiam się w otoczenie. Jaskrawe kolory chowam w czeluście szafy, gdzie czekają aż do pierwszych promieni wiosny...


Mam nadzieję, że kolejne dni nie będą tak szare i ponure. Prognozy zapowiadają od jutra dwa tygodnie bez deszczu. Jeżeli się sprawdzą, to znowu będę miała mnóstwo energii :)